Moja praca na Oktoberfest w Monachium | Co dokładnie robiłam?!

Początki

„Malwa wstawaj, już 10-ta!” – takimi słowami budziła mnie Aśka, moja towarzyszka pracownicza, domowa i łóżkowa!  W Monachium mieszkałam z dwoma dziewczynami (Anią i Aśką, którą poznaliście w poprzednim zdaniu). Mieszkałam – możecie to słowo w tym przypadku źle zrozumieć. Już wyjaśniam. W trojkę mieszkałyśmy w jednym pokoju, ale oprócz nas w całym mieszkaniu było nas pięciu, a czasem i 6 bądź 7.  Sama do końca nie wiem, kto z współlokatorów kogo przyprowadzał z Oktoberfest’u…..

Do Monachium pojechałam już drugi raz. Rok temu przeżywałam ten wyjazd bardzo mocno, między innymi dlatego, że była to moja pierwsza praca za granicą. Pojechałam na tydzień, w tym roku zdecydowałam się na dwa tygodnie. Czy żałuję –  z perspektywy czasu nie, bo leżę już w ciepłym, własnym łóżku! Pamiętam jak rok temu pisałam Wam, że nie powtórzę tego, że ta praca była ciężka. Obiecałam, że już się na nią nie zdecyduję. Nigdy. Aczkolwiek moje plany zmieniły się jakoś pod koniec roku 2018/2019. Wówczas już wiedziałam, że ja i Oktoberfest znowu się spotkamy. Pojechałam w jednym celu – zarobić „fajne” pieniądze. Czy się udało – TAK! Dzięki temu, że poświęciłam swoje dwa tygodnie życia, spełniłam jedno z moich większych marzeń!

Praca na Oktoberfest

Słuchajcie, ale tak rozpisuję się o tej pracy i marudzę…. a Wy tak naprawdę nie wiecie nadal co tam robiłam!  W Monachium teren, na którym odbywa się coroczne święto piwa jest bardzo duży. Jest to największy festyn ludowy na świecie. Co roku plac Theresienwiese przyjmuje około 7 milionów osób. Nie wiem do czego Wam porównać to wydarzenie… może do takiego dużego festynu, z podkreśleniem słowa dużego. Jest to święto piwa zatem  musi ono być gdzieś sprzedawane. No i jest – w 14 dużych namiotach, które mogą pomieścić 10.00 tysięcy osób. W namiotach tych jest warzone piwo z sześciu monachijskich browarów (Augustiner, Paulaner, Spaten, Hacker-Pschorr, Hofbräu i Löwenbräu). Mimo 105.000 miejsc w namiotach są one w weekendy już dopołudnia zamknięte ze względu na brak miejsca. Przy dobrej pogodzie można zawsze zasiąść w ogródkach piwnych wokół namiotów.

Pracowałam w ostatnim z namiotów – Löwenbräu. Moja praca polegała na robieniu zdjęć ludziom, którzy bawili się na tegorocznym Oktoberfest. Przeważnie przychodziłam do pracy na godzinę 12. Szykowałam się, ubierałam pasek z portfelem, sprawdzałam czy mam 50 euro „na start” oraz czy z aparatem jest wszystko OK. Jeśli byłam gotowa do wyjścia, ostatnie co robiłam, to sprawdzałam teren, na którym będę pracować danego dnia. Pracowało nas tam 10 osób (5 Polek i 5 Niemek). Każda miała ściśle określony obszar pracy – obszar robienia zdjęć. Wszystko po to, aby zapobiec niepotrzebnym sprzeczkom oraz żeby żadna z nas „nie wchodziła sobie w paradę”. Robiłam po 10-15 zdjęć i szłam je drukować (mały kantorek oraz miejsce zbiórek). Wydrukowane fotki wkładałam do tekturowych serduszek i szłam je sprzedawać. Nierzadko nie mogłam już znaleźć osób, którym robiłam zdjęcia, więc fotki przepadały. Jedno zdjęcie w ramce kosztowało 9 euro. Nie każdego było stać na taką cenę, więc jeśli dana osoba nie chciała kupić zdjęcia, zostało one zniszczone.

Popołudniowe zmiany, obszar pracy

Pracowałam tak do godziny 16! O 16 miałam wraz z dziewczynami godzinną przerwę. Wracałyśmy do pracy o godzinie 17 i pracowałyśmy do 22.30, ale już na innym terenie niż przed przerwą. Nasze zarobki były liczone od sprzedaży zdjęć, więc jeśli któraś z nas sprzedała żadnego, nie miała wypłaty. Oczywiście taka sytuacja się nie zdarzyła….. W domu byłyśmy przed północą. Pracowałyśmy tak prawie codziennie przez 2 tygodnie…. Kilka razy (3 bądź 4) miałyśmy zmiany na 17! Najbardziej cieszyłam się, gdy miałam „ogród”. Mogłam pooddychać świeżym powietrze, ale i też więcej zarobić. Osoby tam przebywające często się zmieniały, więc miałam większe „pole do popisu”. Lubiłam pracować na ogrodzie, bo omijało mnie wiele niemiłych sytuacji. Nie musiałam patrzeć na pijane do nieprzytomności osoby, na ogrodzie pije się z większą kulturą!

Myślę, że temat mojej pracy w Monachium objaśniłam Wam odpowiednio. Nie będę poruszać tutaj kwestii zarobkowej, aczkolwiek wiadomo, że wyjazd musiał być dla mnie opłacalny, skoro skusiłam się na niego drugi raz. Nie będę też zarzekać się, że nie pojadę za rok, bądź obiecać, że pojadę – SAMA tego nie wiem. W zeszłym roku sobie obiecałam,że nigdy więcej, a jednak musiałam się pojawić i w tym roku na Oktoberfest. Czas pokaże, ale moje zdanie się nie zmieniło. Nadal jest to dla mnie najcięższa praca, w jakiej miałam możliwość pracować…. A pracowałam już w kilkunastu miejscach. O moich 7 pierwszych pracach możecie przeczytać TUTAJ!

Pozdrawiam,Malwa 

PS. Śniadania miałyśmy bardzo obfite, robiłyśmy ok 15-20 km dziennie, a miałyśmy tylko jedną przerwę…Dobrze, że teraz mam pyszny catering i mogę jeść regularnie!


6 thoughts on “Moja praca na Oktoberfest w Monachium | Co dokładnie robiłam?!

  1. Bardzo fajnie, ze opisalaś tutaj swoją pracę.
    Sama chcialabym kiedyś wziąć udział w tym festiwalu! Mialam w sumie okazję w zeszłym roku bo moim znajomi lecieli na festiwal, ale miałam akurat w pracy bardzo ważne zobowiązanie, którego nie mogłam olać i musiałam zostać tutaj w Polsce. Zdjęcia w ramce w sumie nie byly takie drogie, pewnie sama bym sie skusiła na taka pamiątkę ( o ile oczywiście nie wyszłabym na zdjęciu tragicznie oraz jeśli bym się sobie podobała :P).

    Najbardziej kusząco wyglądają jednak zdjęcia jedzonka na dole…

  2. Przyznam, że bardzo lubię kiedy kobieta ubiera się w taki sposób – jak to pokazałaś w tym poście, natomiast sama nie mam nigdy weny jak ułożyć taką sensowną stylizację, żeby nie wyszła przekombinowana za mocno :P.

  3. Bardzo fajnie, że postanowiłaś napisać o swojej pracy na Oktoberfest.
    Zawsze wspomina się o wielkim święcie piwa, a nigdy o osobach, które tworzą całe te huczne wydarzenie, z Twojego wpisu dowiedziałam się na prawdę wielu ciekawych kwestii 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *