Potrzebowałam wytchnienia, a teraz?! Teraz doceniam to co miałam

Podobno zaczynamy doceniać, GDY stracimy. Zdecydowanie COŚ w tym jest. Stracimy pracę i dopiero wówczas zaczynamy wychodzić z założenia, że szef nie był zły (ale czy „nie był zły” wystarczy…), a comiesięczna wypłata była nam potrzebna (dlatego warto mieć KILKA PRAC). Doceniamy również przytulność domu, w którym mieszkamy, ale dopiero, gdy zostanie zdewastowany, bądź pęknie nam rura doprowadzająca wodę do mieszkania (o tym też pisałam). Najważniejsze, gdy tracimy bliskie nam osoby, tęsknimy i dopiero po czasie uświadamiamy sobie, że nie zdążyliśmy im powiedzieć, jak bardzo są dla nas ważni.

Włóczykij, a nie domator!

Od zawsze lubiłam, gdy coś się dzieje, nie można mnie nazywać kanapowcem czy domatorem. Nie chodzi tutaj o to, że nie lubię spędzać czasu w sowim towarzystwie, bo uwielbiam, ale raz na jakiś czas. Wystarczy mi jeden dzień na tydzień/ na dwa tygodnie. Wówczas nadrabiam seriale, czytam książki, biorę długą, relaksującą kąpiel bądź nie robię NIC.  Zdecydowanie częściej bywam włóczykijem, podróżnikiem czy powsinogą.  W dzieciństwie mówiła tak na mnie mama. Latałam po całej ulicy z innymi dzieciakami, wracałam do domu tylko na obiad i kolację. Mówię tutaj o dziecięcych czasach, czasach beztroskich wakacji. Cieszę się, gdy mogę wyjść z własnej strefy komfortu, dobrze się czuję w nowym towarzystwie, lubię poznawać ludzi. Wolę to, co nieznane i nieodkryte niż to, co poznane i oklepane. Coraz mniej przejmuję się opinią innych osób – z czego jestem bardzo dumna. Myślę, że nauczyłam się tego dzięki social mediom, które prowadzę.

Jak było?!

Dlatego prowadzę takie, a nie inne życie, tak wybrałam. Każdy jest kowalem własnego losu. Mam (miałam) dużo zajęć każdego dnia. Rano wstaję (ok. 7/8), jem śniadanie i ogarniam social media (odpisuję na maile, umawiam terminy, podpisuję umowy), ubieram się, lecę na uczelnię, po uczelni do pracy bądź na siłownię, później mam trening na basenie. Oczywiście nie trenuję codziennie, tak jak i pracy nie mam w każdym dniu tygodnia. Przeważnie, gdy nie mam pracy, spotykam się ze znajomymi, robię zdjęcia do kampanii (praca + hobby), przygotowuję dla Was wpisy na blogu, jeżdżę na eventy. Nie mam nudnego życia, kocham to, co robię, ale czasami potrzebuję chwili wytchnienia. Potrzebowałam takiej pod koniec lutego/na początku marca. Miałam bardzo intensywne dni w tych miesiącach. Ogarniałam magisterkę + miałam bardzo dużo wyjazdów (Zakopane, Kraków, Warszawa, Łódź)…..

Jak jest?!

Potrzebowałam zwolnić, mocno…. Zobaczcie i tak też się stało, nie przewidziałam tylko najważniejszego, że to zwolnienie będzie przymusowe. Nie przewidziałam, że będę musiała siedzieć w domu przez dwa tygodnie, miesiąc, a może i dłużej. Tak jak Wam napisałam, doceniamy, gdy stracimy. Dlatego jest mi smutno, że taką sytuację mamy teraz w Polsce. Siedzę w domu, piszę wpis i jednak czegoś mi brakuje…. Takiej zwyczajnej wolności, możliwości spotkania się z przyjaciółmi, wyjścia do kina czy zwykłego, ciężkiego treningu na basenie. Takich przyziemnych, normalnych rzeczy, a jednak niemożliwych do zrealizowania (#zostańwdomu). Stosuję się do zaleceń naszego rządu, wychodzę jedynie do sklepu bądź do lasu, pobiegać…..

Wspominam dzisiejszymi zdjęciami nasze wyjście z Patrycją na sesję, do jednej z poznańskich kawiarni (Wypiekarnia Kawa&Wypieki Poznań). Swoją drogą muszę tam jeszcze wpaść, bo ciacha mają przepyszne. Dlatego liczę na Was #zostańcie w domu teraz, żebyśmy w przyszłości mogli wrócić do normalnego funkcjonowania.  ZOSTAŃ W DOMU CHROŃ SIEBIE I SWOICH BLISKICH!


4 thoughts on “Potrzebowałam wytchnienia, a teraz?! Teraz doceniam to co miałam

  1. Ja teraz muszę uważać na to co jem, bo już zdążyłam przytyć na tej kwarantannie. Do tego pazury mam okropne, bo moja kosmetyczka chwilowo nie przyjmuje klientów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *